Kosmetyczne sztuczki pracującej mamy

Oto lista produktów, które pomagają pracującej mamie w krótkim czasie poprawić wygląd.

makijaż, kobieta
Tusz

W czasach przed dziećmi
, uwielbiałam malować powieki. Kilkanaście minut (!!!) potrafiłam poświęcić na nakładanie cieni – raz było ładnie, raz wyszło przesadzone pawie oczko lub inna tęcza. Teraz na takie kilkanaście minut mnie nie stać. Bo przecież po cieniach na powiekach i tak trzeba nałożyć tusz. Tusz bardziej widać, bardziej podkreśla oko. Dobry tusz, kilka ruchów ręką (i szczoteczką), i oko (i cała ja) wygląda inaczej. Przyznam się, że bez tuszu czuję się tak jakoś, jakby niekompletnie ubrana...

Raz na kilka miesięcy odstawiam tusz. Stawiam wtedy na sztuczne rzęsy. Uwielbiam je! Podobnie zresztą, jak Elżbieta Bieńkowska, pracująca mama (trójki dzieci). Jestem przekonana, że również w jej przypadku wybór takich rzęs to czysta, profesjonalna kalkulacja.
Zakładanie takich rzęs (przykleja się po jednej sztucznej do jednej twojej, prawdziwej) zajmuje około godzinki. Ja zawsze w połowie zasypiam. Zatem 30 minut snu gratis! A potem – przez mniej więcej miesiąc – o każdej porze dnia i nocy człowiek ma oszałamiające rzęsy. Nie tracąc na to ani chwilki. Moim zdaniem – bomba!

Dla mniej odważnych polecam też odżywkę do rzęs (Revitalash). Pracujące mamy z redakcji Babyonline.pl próbowały i było widać, że działa – rosną po niej silniejsze, bardziej gęste rzęsy.

Podkład

Moja przyjaciółka (mama Jasia i Julci) mówiła zawsze, że ten, kto wymyślił podkład, powinien dostać Nobla. Ba! Trzy Noble.
Po pierwsze tuszuje zmęczenie. Widać je głównie pod oczami. W tych głębokich, szarych, smutnych worach. Po podkładzie (lub najlepiej – specjalnym korektorze pod oczy), worów – brak.
Dobrym podkładem tuszuję też przebarwienia, które zostały po ciąży. I chyba jest też ich więcej po każdych wakacjach.
Dobry podkład sprawia, że skóra nie jest szara. Sprawia, że kiedy patrzę w lustro, już się nie boję swojego odbicia.
Prawdziwy must have, oczywista oczywistość, coś, bez czego po prostu nie wychodzę do pracy.

Krem brązujący

Nie chodzi mi o samoopalacz! Z nim mam raczej złe skojarzenia – nogi w smugi, bo źle rozsmarowałam (inaczej nie umiem) i ten dziwny zapach!
Krem brązujący to chyba taki młodszy brat podkładu do twarzy. Też zasługuje na nagrodę.
Nakładasz go na nogi przed wyjściem, łatwo się rozsmarowuje (ma jednak inną konsystencję niż podkład, bardziej, jak balsam) i po chwili masz pięknie opalone łydki, kolana i całe uda. Wieczorem pod prysznicem zmywa się bezproblemowo.
Idealny na lato, choć nie tylko. Ja uwielbiam.

Oliwka

Kupuję oczywiście kosmetyki na rozstępy, cellulit, z witaminami, odchudząjace, polepszające, ujędrniające. Masła, balsamy, kremy. Stoją sobie w łazience i kują w oczy.
Z oliwką jest inaczej. Zawsze mam ją w domu, bo jest idealna dla dzieci, dla mnie, dla wszystkich domowników. Czasem biorę pod prysznic, czasem kilka kropel do wanny, najczęściej jednak smaruję ciało. Bo szybko, bo jakoś tak do mnie przemawia, że jak dobra dla niemowlaka to też musi być dobra dla mnie. Najbardziej uwielbiam Bio Oil. Obłędnie pięknie pachnie! I ujędrnia.

Oceń artykuł  1 głos
Drukuj Drukuj
Nick:
Opinia:

Trinity2016.05.27 14:59
j ai recu une lettre annonyme, faite sur imprimante , je n ai pas porté plainte , car je me suis dit que cela ne servirait a rien, mais après avoir lu votre article, je me dit que je pourrai savoir qui est le &ls&&o;qnbap;lache uraquo; qui ma fait cacomment puis je procedé pour connaitre le proprietaire de l imprimantemerci d avancestef
Sonda
słoiczek, dania gotowe, łyżeczka
Jaka jest ulubiona zupa Twojego dziecka?